Modlitwa za Alfiego w St Mary and Benedict 52A Raglan Street, CV15QF
08:04 26/04/18 • 903
Niech nikogo z nas nie zabraknie. Przekazujcie, Udostępniajcie, nie bądźmy obojętni.
Kochani, w najbliższy Piątek i Sobotę nasza Wspólnota organizuje modlitwę w intencji małego chłopca, który dzielnie walczy o życie Alfiego Ewansa. Wielu Polaków w tym trudnym czasie wspiera go swoją modlitwą i obecnością. Chcemy również my pokazać swoją solidarność oraz podkreślić jak ważne i święte jest życie.

Zapraszamy na Apel Jasnogórski na godz 20:00.

Zjednoczmy się! Prosze o przekazywanie tej informacji dalej. Zapraszajcie przyjaciół i znajomych.

Przynieście ze sobą świece jako symbol nadziei!

Do zobaczenia!

Komentarze

  • Kochani po Apelu i wspólnej modlitwie ok 20:30, przygotujemy miejsce (okolice bocznego wejścia do Kościoła) gdzie będzie można zaznaczyć swoją obecność i solidarność z Alfim i jego rodzicami. Przynieście plakaty, maskotki, kwiaty, niebieskie balony, znicze (świece) polskie falgi, co możecie, by każdy, kto bedzie przechodził mógł na chwilę przystanąć i pomyśleć. Bądźmy również w łaczności Polakami na cąłym świecie, kórzy w ten sposób walcza o życie Małego Aniołka.







    Przekazujcie dalej...







    Do zobaczenia!
  • Już nawet nieszczęsny ojciec tego dziecka prosił, żeby przestać robić cyrk wokół tej sprawy, no ale co to kogo obchodzi! Polacy jak zwykle specjaliści od wszystkiego, tym razem wybitni znawcy neurologii i neurologicznych schorzeń mózgu. Lekarze nie wiedzą, co mu właściwie jest, ale pani Kasia z mięsnęgo czy inna Beatka- kosmetyczka, a także Janusz - mechanik wiedzą. No klękajcie narody, ONI wiedzą! I wiedzą, że to dziecko będzie żyć i w ogóle pewnie zostanie mistrzem świata w szachach i biegu przez płotki, tylko trzeba się o to pomodlić, "bo te durne konowały, to panie kochany, łone nic siem nie znajom na medycynie, nie to co moja Grażka, bo jak łona siem raz pomodliła, żeby mnie głowa przestała boleć, to łuwierz pan - przestała! Albo może to od tego piwa, com go łyknoł na kaca, no nie wiem..."



    Dajcie już spokój tej rodzinie i temu dziecku, mało to macie wokół siebie cierpienia i nędzy, gdzie jest potrzebna REALNA pomoc? Kto z Was chętny popracować w wolontariacie w hospicjum lub w domu starców? Lub na oddziale dziecięcym szpitala neurologicznego? Co? Nie ma chętnych..? Czemu jakoś mnie to nie dziwi... Łatwiej potrzaskać dziobem, powzdychać i pokiwać główką, niż coś zrobić, prawda?

    Dajcie umrzeć Alfiemu w spokoju, nie woźcie się na cudzej tragedii, przez to, ze poszliście do kościółka poklepać paciorki, nie staliście się ani odrobinę lepszymi ludźmi. Jesteście tacy sami, jak przedtem - kto dobry, ten nadal dobry, a kto zły, ten nadal zły. I chciałam tylko Wam jeszcze przypomnieć, co na temat odłączania od aparatury miał do powiedzenia JP II:

    "Gdy śmierć jest bliska i nieuchronna, można w zgodzie z sumieniem zrezygnować z zabiegów, które spowodowałyby jedynnie nietrwałe i bolesne przedłużenie życia. Rezygnacja ze środków nadzwyczajnych i przesadnych nie jest równoznaczna z samobójstwem lub eutanazją; wyraża raczej akceptację ludzkiej kondycji w obliczu śmierci."

    Jan Paweł II, encyklika "Evangelium Vitae" z 1995 r.

    Zajmijcie czynieniem dobra, a nie mówieniem o tym!

    EDIT:

    Alfi na szczęście już nie cierpi. Cóż, jakoś te Wasze modły nie pomogły...





    Edytowany przez misshihi o 28-04-2018 - 11:53.
  • Kochani dzisiaj o 20.00 zapraszamy na wspólną modlitwę, nie tyle za Alfiego, bo On na pewno jest już w ramionach Najlepszego Ojca, ale za każde zagrożone życie, za nasze rodziny i rodzinę Alfiego.



    Serdecznie zapraszamy każdego, kto ma tylko ochotę, każdego komu te sprawy nie są obojętne...



    Do zobaczenia...
  • misshihi ,przestan pierdolic, ludzie chca okazac zal s powodu smierci tego chlopca, nic w tym zlego, wiec sie odjeb, a co do tego ze ludzie okazuja frustracje z powodu tej calej sytuzcji, coz maja racje, szpital od lat jest uwiklany w afery zwiazane z nieudanymi operacjami gdzie wszyscy specjalisci zgodnie orzekaja ze operacja nie powinna sie nie udac, i handlem narzadami do przeszczepow, z tego powodu ludzie zaczynaja byc podejzliwi, nie bez powodu, wiec zostaw ta swoja retoryke dla siebie , odczep sie od ludzi ktorzy w cos wierza i chca okazac swoje uczucia glebokiego zalu,a jesli o ojca dziecka, to na angielskim forum przeczytalem ze zabarykadowal sie w szpitalu bo szpital wydal decyzje ze nie wyda ciala dziecka,gdzie lezy prawda ,nikt nie wie.
  • Najlepsze jest to że pod nickiem pwk i Św obrazkiem kryje się nie kto inny jak jarosław kluczek prof. hab psychologi :-) z dyplomem namalowanym chyba plakatówkami...

    Trochę dziwne jest to że w opisie nicku ma female ale to może kwestia hormonów
  • Przetłumaczony artykuł z Włoskiego dziennika La Repubblica.

    TAK TO TU ZOSTAWIĘ...



    Mój syn rozebrany na części w szpitalu w Liverpoolu

    Mio figlio fatto a pezzi nell' ospedale di Liverpool

    http://ricerca.repubblica.it/repubblica/archivio/repubblica/2000/06/03/mio-figlio-fatto-pezzi-nell-ospedale-di.html





    Teresa Serrao 3 czerwiec 2000 tłum RAM



    «Zobaczyłam jego narządy rozdzielone do trzech pojemników: serce, mózg, wątrobę i nerki. Mojego syna Marcelego rozebrano na części. Dowiedziałam sie o tym w 8 lat po fakcie. Miał 20 dni, kiedy umarł w trakcie operacji w Alder Hey Hospital w Liverpoolu».



    Tracy Lowthian straciła syna w roku 1992. Jedynie kilka miesięcy temu dowiedziała się, że jego ciało zostało całkowicie wypatroszone. Został pocięty na kawałki w celu badań naukowych, lub kto wie po co jeszcze. (...)



    Tracy opowiada: «Marcello był moim trzecim synem. Urodził się 21 sierpnia 1992 roku. Mieszkałam razem z moim mężem Włochem w Modenie, we Włoszech, jednakże na okres porodu wróciłam do rodziców, do Liverpoolu. Dziesięć dni później okazało się, że dziecko ma trudności z oddychaniem. Doradzono mi by skonsultować się ze szpitalem Alder Hey, który miał być najlepszym.



    W wieku 20 dni mojego syna poddano operacji seca; to było 10 września. Umarł w trakcie zabiegu. Zarządzono sekcję, do tego nie potrzebowali mojej zgody. Jednakże w zaświadczeniu post mortem, które ujrzałam dopiero teraz, nic nie było napisane o tym, co zrobili później. A do tego trzeba było mojego pozwolenia.



    Marcello został wypatroszony całkowicie. Serce, mózg, wątroba, nerki, żołądek, jelita... i chyba także język są przechowywane w piwnicach szpitala. Nie ma jego narządów płciowych, zniknęły.



    Wszystko zaczęło się w roku 1999, kiedy w telewizji usłyszałam o śledztwie, jakie prowadzono w stosunku do szpitala pediatrycznego w Bristolu. Zadzwoniłam więc do Alder Hey, ponieważ chciałam wiedzieć, czy ja również należałam do rodziców dzieci rozebranych na części.



    Odpowiedziany mi "poszukamy". Po dwóch dniach oddzwoniono: "Niestety, serce pani syna znajduje się w szpitalu". Poprosiłam o rozmowę z lekarzami, którzy zoperowali mojego syna. Powiedzieli mi, że o niczym nie wiedzą. Po kilku dniach, zadzwoniono do mnie: "Znaleźliśmy także mózg pani syna. Przykro nam". I takie coś odbywało się przez kilka dni. Posiadali wszystko, co należało do Marcelego: wątrobę, nerki, żołądek, jelita...



    Wróciłam więc do szpitala i poprosiłam o możliwość zobaczenia wszystkich narządów Marcelego. Nie chcieli tego zrobić, ale w końcu musieli ustąpić. Przyniesiono 3 białe pojemniki: żaden narząd nie był cały, były w kawałkach. Zapytałam: gdzie są prace naukowe, które powstały dzięki mojemu synowi, chcę je zobaczyć. Odpowiedziano mi: "My nie mamy niczego".



    23 grudnia 1999 roku przyjechał z Włoch mój mąż. Otworzyliśmy grób Marcelego, nie mogąc otworzyć trumny umieściliśmy jego narządy na pokrywie. Mój mąż zawsze twierdził, że było coś dziwnego w śmierci naszego syna.



    W marcu poprosiłam szpital o dokładną listę pobranych narządów. Na liście były także narządy płciowe, których ja jednakże nie widziałam w pojemnikach które pochowaliśmy. Powiedziano mi na to, że prawdopodobnie znajdują się w "kwadracikach z wosku". Gdy poprosiłam o wyjaśnienie, stwierdzono, że zanim oddano mi narządy pobrano z nich niewielkie kawałki.



    Po dwóch tygodniach poszłam do szpitala by zobaczyć 'kwadraciki z wosku'. Opróżniono brązową torbę na stół. Znajdowały się w niej 24 kwadraciki o wielkości kostki domina. Były to kawałki mózgu, serca... Nie rozumiałam co to było, ale i oni też tego nie rozumieli. Odpowiedzieli mi: "Taka jest procedura, pewna część z pani syna musi zostać tutaj. W międzyczasie ponad tysiąc osób przyszło do szpitala by dopytać się o części ich dzieci.



    Dowiedzieliśmy się, że w Alder Hey Hospital pobierał narządy nie tylko holenderski patolog van Velzen, który odszedł stamtąd w roku 1995. Przed nim byli inni, a ten proceder trwa dalej. (...)



    W piwnicach szpitala znajdowały się języki i krtanie. Zwłoki dzieci były przywożone także z innych szpitali, po to by w Alder Hey zostały całkowicie wypatroszone. (...)

  • Piotr872 po pierwsze wyrażaj się, a po drugie szpital nie jest uwikłany w żadne afery, tylko dwadzieściaparę lat temu zostały z niego wykradzione narządy, szpital w związku z tym jest pod specjalnym nadzorem a brukowce robią z tego sensację dla ciemnego ludu, który żyje nią z braku jakichś innych zainteresowań, niż tylko teorie spiskowe XD. A z tym barykadowaniem się to następna sensacyjka, bo się wcale nie zabarykadował, no ale cóż... Bawcie się dobrze na grobie tego nieszczęsnego dziecka, przeżywajcie te krwawe historie, będziecie mieli o czym rozprawiać na grillu. No bo po co zostawić dziecko w spokoju? Im więcej sensacji, lejącej się krwi, narządów, kostek z mózgu, ha ha, tym ciekawiej, jest o czym myśleć, o czym dyskutować... Bawcie się dobrze, dziecko zmarło więc trzeba sobie znaleźć nowy temat do roztrząsania... :/
  • misshihi, wyrazam sie tak samo jak ty poza tym nie mam szacunku dla ludzi twojego pokroju, upolitycznionych manipulantow, piszesz kompletne bzdury, i kreujesz sie na wszystkowiedzaca, takie osoby powiny byc pietnowane .

    2012 rok to nie jest 20 lat temu, wprowadzasz ludzi w blad, bo w angielskich publikacjach na temat szpitala nie ,ma mowy o zadnych kradzezach , jest natomiast mowa o calych narzadach ludzkich od osob zmarlych doroslych a w wiekszosci wypadkow dzieci przekazywanych firmom farmaceutycznym jako probki laboratoryjne w zamian za ktore szpital dostawal dotacje finasowe.Udowodniono udowodniono nieprawidlowosci za lata 2012-2014, przypadki niewyjasnionych zgonow mialy miejsce w latach nastepnych i sa rozpatrywane ,a szpital robi wszystko aby nie dopuscic do wyjasnienia wszystkich okolicznosci.
  • Mishihi nie ma co się tak burzyć, bo to rodzice wielokrotnie prosili o modlitwę.Swoje komentarze pozostaw dla siebie.



    Edytowany przez miki724 o 29-04-2018 - 16:22.
  • Swoich komentarzy nie zamierzam zostawiać dla siebie, bo mam takie samo prawo tu komentować, jak Wy. A jak jesteście tacy pomocni i wrażliwi na krzywdę dzieci, to proszę bardzo, tu jest szansa na REALNĄ pomoc dla dziecka, które może PRZEŻYĆ. Ciekawe, ile osób wpłaci choć po funcie, bo sprawa nie jest medialna i nie trąbią o nim na pół świata?



    https://www.siepomaga.pl/dawidek
  • Mam ustawione 2 direct debit odkąd pamiętam. Jeden idzie na dziecięce hospicjum, drugie na dzieci uposledzone. To jest zupełnie prywatna sprawa, kto, komu i w jaki sposób pomaga. Podsylanie jakiś linków, żeby coś udowadniać jest zupełnie bez sensu. Jak się chce pomagać, to się to robi bez zbędnych fanfarow. A jak ludzie chcą się modlić, to niech się modlą. Co to ciebie boli?
  • Boli mnie to, ze większośc zanosząc modły do swojego Boga, nie robi NIC poza tym, przecież już zrobili, co tylko mogli, prawda? To mnie boli. I jeszcze boli mnie ta niewyobrażalna afera wokół tego dziecka, a inne dzieci w tym czasie konają w mękach, bo im nie ma kto pomóc, chociaż mają szansę na przeżycie i życie, bo o nich nie jest głośno w mediach. To właśnie mnie boli. To działanie na pokaz. Nie mówię tu broń Boże, że każdy jest taki, ze pomodlił się i wystarczy. Nie, są jeszcze na szczęście ludzie, którzy pomagają REALNIE i im chwała za to i przed nimi czapki z głów. Natomiast ci, którzy w swojej "łaskawości" się pomodlili za to dziecko i nic nie zrobili dla żadnego innego, są fałszywymi hipokrytami, którzy w ten sposób chcą tylko podbudować swoje poczucie wartości i to wszystko. Przez moment się powzruszać, uronić łazkę, a potem otrząsnąć się jak kaczka z wody i mieć to gdzieś, nie zauważać morza dziecięcego (i nie tylko) cierpienia wokół siebie, bo może trzeba by pomóc, może dać pieniądze na leczenie czy zmienić pampersa. A to już nie jest takie wzniosłe i szlachetne, prawda?

    Widzisz, dla mnie mogą się ludzie modlić od rana do wieczora, że litościwie nie wspomnę o absolutnym braku efektów tegoż, ale niech oprócz tego COŚ ROBIĄ DLA INNYCH! Są tacy,którzy robią, już o nich wspominałam, ale reszta??? Daj spokój...
  • Wiesz,moim zdaniem to są straszne uogólnienia, bo właściwie nie ma żadnych danych i statystyk mówiących o tym , ilu ludzi pomaga, a ile jest tej "reszty". Dobra wola, chęć angażowania się w pomoc oraz realne pomaganie zależy od człowieka, a nie tego, czy wierzy i w co wierzy. A atakowanie ludzi, za to że się chcą modlić i wrzucanie ich od razu do worka "hipokryzja" jest bardzo nie w porządku. Tak samo pomaga (lub nie pomaga) chrzescijanin, buddysta, islamista i ateista. Jeszcze raz podkreślę: to zależy od człowieka, od jego sumienia i systemu wartości. Napadanie na ludzi wierzących oraz krytykowanie wiarę w Boga jest bardzo popularne w naszych czasach. Zauważ, że te szaleńcze ataki są skierowane tylko w stronę religii chrześcijańskiej. A moim zdaniem, skoro wszyscy uparcie twierdzą, że jesteśmy ludżmi wolnymi i panuje nam powszechnie cudowna tolerancja ( z czym ja akurat całkowicie się nie zgadzam), to nie wybierajmy lepszych i gorszych wolności, to bądzmy tolerancyjni bez "ale", dopóki to w żaden sposób nie rujnuje życia innego człowieka. W tym temacie, powyższe osoby chciały się modlić w swoim kościele. Nie chcieli tego robić u ciebie w domu, ani nawet pod twoim domem, nie chcieli ci zabrać cennego miejsca parkingowego oraz zablokować wejścia do supermarketu. Więc gdzie w tej sytuacji są twoje straty, żeby w odpowiedzi był tak zajadły na nich atak?
  • Nie zrozumiałaś - mam na myśli KAŻDEGO Boga i modlitwy do niego, jako jedyną formę "pomocy". Takich ludzi uważam za hipokrytów. Cały czas piszę, że mam olbrzymi szcunek do ludzili, dających REALNĄ pomoc, bez względu na to, czy są wierzący, czy nie i w jakiego Boga wierzą.
  • Otóż zrozumiałam. Niestety z twoich pierwszych postów w żaden sposób nie można było wywnioskować, że darzysz kogokolwiek ogromnym szacunkiem. Zamiast wspominać o pani krysi, beacie i panu Januszu, klepaniu paciorkow i ogólnej próbie ponizenia wszystkich dokoła trzeba było zacząć właśnie od tego, że wszystkich darzysz ogromnym szacunkiem i masz nadzieję, że pomoc u tych ludzi nie kończy się jedynie na modlitwie. Tym sposobem nie wywiązałaby się zapewne żadna dalsza dyskusja :)
  • No nie mogłam o tych przysłowiowych przypadkach nie wspomnieć, gdyż równnie mocno, jak szanuję osoby pomocne, nie szanuję osób znajcych się na wszystkim najlepiej na świecie i WYŁĄCZNIE kłapiących dziobem, a tego tałatajstwa było pół internetu przy okazji tragedii tej rodziny. I jak tu się nie wściec?
  • czy ktos z was przezyl smierc dziecka w rodzinie lub wsrod znajomych was ludzi?



    blisko , by plakac ze serce sie rwie, umierasz wew, nie umiesz oddychac nawet



    a wy tu tyle piszecie..spokoj ludzie , USZANUJCIE TE RODZINE, CIERPIENIE ICH.
  • Kiedys w jednym z miast w pl byl wypadek, pewnie jak kazdy ...zderzenie czlowe, jechala rodzina, z przodu dwoch mezczyzn, z tylu kobieta i dziecko, dziecko zginelo na miejscu, reszta przezyla, kierowca byl przybranym ojciec dziecka. Tenze ojciec byl kierowca auta...w sadzie zostal uniewinniony, gdyz wypadek nie byl z jego powodu. Ten czlowiek odebral sobie zycie wkrotce.



    wiec co jest gorsze? kiedy wiesz ze dziecko umrze lecz trzymasz je przy zyciu...czy kiedy dziecko jest zdrowe i jedziesz na wakacje , przestrzegasz prawa na jezdni, zapiete pasy...i nagle ktos Tobie te dziecko zabija..



    no co jest sensem zycia wtedy.



    pomyslcie.



    zadne prawo nikt i nic nie uratuje, technologia , medycyna, sad



    koniec tematu i opini.
  • kaik

    to co ludzie tu pisali w tym poscie , to jest kryminal i ty wiesz o tym

    smierc dziecka czy z gazety czy z ulicy czy cokolwiek.,..musisz zabronic ludziom takich komentarzy.



    nie wolno mowic o zyciu niewinnego dziecka, o jego smierci publicznie...bez pozwolenia rodzicow,



    tak mowi jeden z artykulow ds ochrony czlowieka. (Amnesty International)





    online...w gazetach nigdzie nie wolno publikowac prywatnych opini co trzeba itd...tylko wspolczucie i troska sa dozwolone publicznie.



    Edytowany przez bella.* o 09-05-2018 - 00:36.